Artykuły

Argentyńskie tango #2
kunXon 18.05.2008 21:45 12491 czytelników 0 komentarzy
1

Losowanie 2. rundy CL było dla nas chyba dość szczęśliwe. Nacional do potęg raczej nie należało i miałem nadzieję na pojedynki podobne do tych, które toczyliśmy choćby z Bolivar. Oto wszystkie pary:

Kolejna potyczka była jedną z tych spod nazwy „meczów za sześć punktów”. Argentinos nie wygrało w lidze od 7 spotkań i przesiadywało na 15. pozycji. W to mi graj! Zwycięstwo pozwalałoby nam zamienić się z nimi miejscami.

Na nadziejach się skończyło, bo po ciekawym meczu tylko zremisowaliśmy 1:1. Tylko, bo Calderonowi dwukrotnie zabrakło centymetrów, by zdobyć gola. Fabian wracaj! Dużo na niego psioczyłem, ale teraz jego obecność wydawała się nieodzowna... by w ogóle zdobywać bramki. Wyjątkowo miernie spisał się dobrze ostatnio grający Baez, który o mały włos nie sprezentował gospodarzom gola w 70. minucie. Na szczęście na posterunku był Bernacchia.

Kontuzja Kmeta okazała się bardzo poważna, bo wykluczyła go z gry na dwa miesiące! Nie było jeszcze tak źle, żebyśmy nie mogli wystawić meczowej osiemnastki, ale zespół się kruszył. Szczególnie w perspektywie dwumeczu z Nacional nie była to wiadomość dobra.

Ku mojemu zdziwieniu, to Urugwajczycy byli faworytami spotkania na naszym boisku. Ja mogłem natomiast skorzystać z usług Orellany, co przyjąłem z nieskrywaną radością. Na początku postanowiłem wybadać umiejętności naszych rywali. Nie forsując tempa biliśmy się o prymat w środku pola. W jednej z takich kotłowanin sfaulowany został Zapata, który z rzutu wolnego wrzucił w pole karne, gdzie w plątaninie nóg najsprytniejszy okazał się Leguizamon. 1:0! Goście próbowali otrząsnąć się z letargu. Po faulu Matellana jeden z graczy Nacional popisał się fatalnym dośrodkowaniem, wprost na nogę Gallardo, który długą piłką uruchomił czekającego na środku boiska Calderona. Ten pomknął z piłką na bramkę, ograł golkipera rywali i podwyższył nasze prowadzenie. Zaraz potem było już 3:0, a na listę strzelców wpisał się ponownie Calde. Gościom udało się tuż przed przerwą zdobyć gola, choć długo trwały przepychanki, czy aby nie było tam spalonego. Niestety, historia ta powtórzyła się zaraz po przerwie i ze spokojnego prowadzenia pozostały wspomnienia. Niemiłosiernie w obronie kiksował Mosquera. Szturmowe ataki gości szturmowymi pozostawały tylko z nazwy, bo z perspektywy ławki rezerwowych przypominały bardziej bicie głową w mur. Solidnie grający defensywni pomocnicy nie dawali pograć swoim vis-a-vis. Sami w końcówce powinniśmy byli podwyższyć wynik, ale powołaniem Andrizziego zdecydowanie nie było strzelanie goli. Niezwykle budująca była w tym spotkaniu postawa snajperów, którzy w końcu odnaleźli swój rytm.

Nastroje przed kolejnym ligowym meczem były dobre, choć Lanus na pewno nie mogliśmy zlekceważyć. Przekonaliśmy się o tym już w 10. minucie, gdy samobójczego gola strzelił Mosquera. Ogólnie na boisku działo się niewiele ciekawego. Szczególnie intrygował mnie fakt, że w pierwszej połowie żadna z drużyn nie oddała celnego strzału na bramkę przeciwnika. Kwadrans po rozpoczęciu drugiej części znać dał o sobie Baez, który wyskoczył najwyżej w polu karnym gości. Remis jednak nie miał dla nas żadnej wartości. Wiedziałem to ja, rezerwowi, nawet 2 tys. kibiców, którzy zgromadzili się na Estadio Julio H. Grondona, by oglądać swoich pupili. Wiedzieli więc wszyscy, tylko nie zawodnicy na boisku... Tak myślałem tylko do 70. minuty. Wtedy jednak rzut rożny na gola zamienił nie kto inny jak Baez! Co za mecz! Co za piłkarz! Wbrew pozorom nie daliśmy się zepchnąć do defensywy, a ambitnie atakowaliśmy. Przynajmniej do 87. minuty, kiedy to Calderon podwyższył na 3:1. Goście w szoku, w szoku także i ja. Lanus kompletnie przestało wówczas grać i mecz zakończył się naszym, chyba jednak zasłużonym, zwycięstwem.

Po meczu omal nie doszło do rękoczynów między napastnikiem gości, Biglierim, a Bernacchią. Obaj jegomoście mieli sobie sporo do powiedzenia na temat sytuacji z 31. minuty, gdy ten pierwszy strzelił gola, którego jednak arbiter nie zaliczył. Po obejrzeniu telewizyjnej powtórki obaj byli zgodni co do tego, że gol padł ze spalonego. To dobrze, bo nasz bramkarz przy ewentualnym starciu wygrałby raczej przez K-O.

Rewanż z Nacional, przez bukmacherów widziany jako srogi rewanż Urugwajczyków, potraktowaliśmy chyba trochę zbyt ulgowo. Bez Baeza, Herrery, Calderona i Bernacchii w pierwszym składzie ulegliśmy 2:1 i w dwumeczu to Nacional cieszył się z awansu zdobytego „bramkami na wyjeździe”. W przeciągu całego spotkania byliśmy lepsi, lecz jak zwykle zawiodła skuteczność. Biagini rozegrał najprawdopodobniej ostatnie spotkanie za czasów gry w Arsenalu. Trzykrotnie (!!!) nie potrafił skierować piłki do bramki, stojąc 3 metry przed nią. Mimo tego dostał wysoką, bardzo zaciemniającą jego rzeczywistą grę, ocenę (8), zapewne od zaprzyjaźnionego reportera. Porażka bolała, choć nie tak bardzo jak by mogło się wydawać. Trudno było wierzyć w końcowy sukces w CL, a ponadto mogliśmy w końcu skupić się na poprawie pozycji w lidze.

15. kolejka przyniosła mecz z Olimpo. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie. No i było, z tym że dla naszych rywali. Już do przerwy prowadzili oni z nami 3:0 i właściwie było po meczu. Na ławce nie miałem żadnego napastnika, więc pole manewru doprawdy niewielkie. Gospodarze chyba trochę nas zlekceważyli, bo udało nam się na początku drugiej połowy uzyskać przewagę na boisku. Udokumentowaniem tego był samobójczy gol bramkarza Olimpo, który pod presją napastników popełnił błąd. Była to 57. minuta. Sześć minut później... było już 3-2! Gol Baeza wlał odrobinę nadziei w nasze serca. Brakowało jednak wykończenia akcji, a strzały z dystansu Leguizamona przynosiły więcej korzyści przeciwnikom, niż nam. Aż w końcu nadeszła 92. minuta. Ofensywna akcja obrońcy, Herrery, który energicznie wdarł się w pole karne i uderzył po długim słupku... Piłka turlała się wieki nim... dopadł do niej Carrera i umieścił ją w pustej bramce! 3-3! Nie, nic bardziej mylnego. W tumulcie nie usłyszeliśmy dźwięku gwizdka arbitra. Spalony! Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Chwilę potem spotkanie dobiegło końca. Co za pech!

Wiedziałem, że jeśli nie uda nam się wedrzeć do „10”, to datę 11 maja 2008 będę przeklinał bardzo długo, a przynajmniej do rozpoczęcia najbliższego sezonu.

Trzeci raz z rzędu przyszło nam przełknąć gorycz porażki po meczu z Racingiem. Jak zwykle mieliśmy przewagę w posiadaniu piłki, ale nie oddaliśmy w przeciągu 90 minut żadnego celnego strzału na bramkę! Żeby tego było mało, to Baez dostał czerwoną kartkę za przepychanki na środku boiska, za co miejscowe gazety gremialnie okrzyknęły go „Idiotą kolejki”. Poza tym Carrera wypadł z gry na 3 tygodnie.

Kompletnie straciłem wiarę w zajęcie przyzwoitej pozycji na koniec sezonu. Zwłaszcza widząc zaangażowanie na treningach, a konkretniej jego brak. Nie wiedziałem już czy to pech, czy brak umiejętności piłkarzy, czy menedżera. Na trzy kolejki przed końcem sezonu traciliśmy 7 oczek do zajmującego 10. lokatę Olimpo. Mission impossible... Moje zwątpienie dodatkowo potęgował fakt, że te trzy mecze to potyczki z kolejno: Estudiantes, Newell's i Bocą. „Panie, miej nas w swojej opiece” - myślałem.

Kontuzja Kmeta wykluczyła go z gry do końca Clausury, co było równoznaczne z brakiem porządnego lewego skrzydłowego. Zapata zdecydowanie do tej roli nie dorósł i już chyba nigdy nie dorośnie. Był jeszcze co prawda zapomniany już Villar, ale mobilizowanie go na sam finisz sezonu wydawało mi się nie do końca sensowne. Na dodatek Baez dostał jeden dodatkowy mecz kary za czerwień z meczu przeciwko Racingowi. Obiektywnie rzecz biorąc, nie można było liczyć na choćby jeden remis przeciwko trzem ekipom z czołówki. Dwa dni przed pierwszym z tych spotkań klubowy lekarz oznajmił mi, że nasz prawy obrońca Gandolfi stłukł sobie udo i nie będzie mógł zagrać przeciw Estudiantes. To wykluczyło możliwość wpuszczenia Herrery na prawe skrzydło. Ostatnią deską ratunku było więc jednak wyciągnięcie z formaliny Villara. Wóz albo przewóz - takie hasło przewodziło moim poczynaniom przed meczem. Nastawiłem chłopaków na grę skrzydłami, a obrońców wysunąłem daleko do przodu. Powiedziałem, że mają gryźć trawę, a jeśli będzie trzeba nawet korki przeciwników. Eksperci widzieli w nas zwycięzców. Po wyrównanym meczu, ale jednak zwycięzców. Morale lekko wzrosło, ale nie samym morale wygrywa się mecze...

...potrzeba jeszcze znajomości piłkarskiego rzemiosła. W tym aspekcie zdecydowanie przeważali goście. Walczyliśmy jednak ambitnie, a cudów w bramce dokonywał Bernacchia. Mimo wszystko nie był to wyrównany mecz, już do przerwy powinno być 0:2, jednak dziwnym zbiegiem okoliczności nie padł żaden gol. Taki stan rzeczy utrzymał się do 69. minuty. Goście atakowali, my się broniliśmy i staraliśmy się kontrować. Jedną z takich kontr zdusił w zarodku jeden z pomocników rywali i posłał długą piłkę do Claudio Lopeza. Ten przewrócił się w polu karnym, rzekomo popchnięty przez Toranzo. Zacząłem wyklinać do sędziego, jednak nic nie rozumiał, bo miast po hiszpańsku krzyczałem po polsku. Za dyskusje żółtą kartkę otrzymał Ale Gomez, zaś jedenastkę wykonywał Juan Veron. Zastanawiałem się, czy zamknąć oczy. W końcu jednak zdecydowałem się patrzeć. Rozbieg... strzał w lewy górny róg bramki... Bernacchia z gepardzią zwinnością wyskakuje do piłki i wybija ją w bok! Obroniony! Szybko zawołałem Calderona, by uspokoił chłopaków, żeby nie tracili głowy. Defensywne poczynania Herrery i Matellana na bokach obrony przyprawiały mnie o mdłości, ale mieli w końcu grać nieco ofensywniej. Na szczęście w środku rządził Mosquera. Na sześć minut przed końcem Estudiantes przypuściło szturmowy atak. Lewą flanką przedarł się Galvan, dośrodkował do Lopeza, ten natomiast zgrał piłkę głową do... Galvana, który wyrósł jak spod ziemi i huknął po długim rogu bramki bezradnego Bernacchii. Piękny strzał, piękna akcja, mniej piękne 0:1 na tablicy wyników. Wraz z asystentem dostawaliśmy już palpitacji serca. W obronie pozostali tylko dwaj stoperzy, w ataku czwórka, tyleż w pomocy. 91. minuta: zabawa w środku boiska San Martina i Gallardo zakończona wrzutką w pole karne tego drugiego. Tam jest Leguizamon... strzela! Nie! Dogrywa głową do niepilnowanego Calderona, przepychanka z obrońcą, strzał w okno, gol! 1:1 w ostatnich minutach! W końcu szczęście uśmiechnęło się także do nas. Niedługo później pan Hector Baldassi zakończył spotkanie godne Oscara w kategorii „thriller roku”.

Z suchych statystyk wynikało, że to goście powinni zwyciężyć, jednak nieprawdopodobna waleczność Arsenalu pozwoliła wydrzeć ten jeden punkt. Punkt, który tak na dobrą sprawę nie zmieniał nic w tabeli. Straciliśmy już szansę na awans do pierwszej dziesiątki, a nawet dwunastki. Bardziej prawdopodobny był już nawet spadek na miejsce 18., niż awans choćby na 15. pozycję.

Sędziowałem właśnie mały sparing między zawodnikami pierwszego składu podczas treningu 1 czerwca, gdy na stadionie pojawił się jakiś bliżej mi nieznany gość. Jego twarz wydawała mi się jednak znajoma, gdzieś już kiedyś go widziałem. Telewizja? Może to jakiś telewizyjny prezenter. Nie, co robiłby tu w dresie i sportowej koszulce. Zajęty ostatnimi spotkaniami nie miałem czasu sprawdzić, czy nie ma wydarzyć się w najbliższym czasie coś ważnego. Tak, przegapiłem przybycie do klubu Juana Comingesa... Peruwiańczyk przyjechał na pierwszy trening z nową drużyną, ale już kilka dni później miał zaplanowany wyjazd na mecz reprezentacji. Niestety nie mógł więc nam pomóc w meczu z Newell's. Zapewnił jednak, że z Boca Juniors będzie już w stanie grać. Marzyłem tylko o tym, żeby się zbytnio nie przemęczył, bądź (nie daj Bóg!) nie doznał kontuzji. Zadziwiające, jak jeden człowiek może zmienić bieg historii...

Po drodze do meczu z Old Boys Gomez zaliczył jeszcze debiut w młodzieżówce Argentyny. Byłem dziwnie spokojny o wynik. Dlaczego? Dobre pytanie...

Już po pięciu minutach goście powinni prowadzić 3:0. Umiejętnie zmarnowali jednak wszystkie okazje. Po upływie kolejnych dziesięciu minut otrząsnęliśmy się z letargu, ale, jak to drzewiej bywało, zamiast strzelać podawaliśmy i odwrotnie. Rozprężyli się za to piłkarze NOB i za tę chwilę relaksu zapłacili utratą gola. Świetny strzał głową Calderona z 12 metrów po wrzutce Orellany dał nam prowadzenie w 40. minucie. Do gwizdka kończącego pierwszą część meczu goście wyglądali na nieco zdeprymowanych trafieniem Calde. Po przerwie jednak zaczęło się prawdziwe oblężenie bramki Bernacchii. Nawałnicy przewodził Damian Steinert. (gdybym miał zbędnych 8 milionów, to wyłożyłbym na niego całą tą sumę bez chwili wahania - zresztą oceńcie sami). On jeden powinien zdobyć ze trzy bramki, ale Martin był tego dnia nie do pokonania! Ataki gości nie przynosiły efektu, a my groźnie kontrowaliśmy. Jedna z takich kontr zakończyła się golem Calderona w 69. (ach, szczęśliwa liczba! ;)) minucie. „Wielbłąd” popełnił bramkarz Newell's, jednak to już nie była moja broszka. Poczekałem jeszcze kilka minut, żeby sprawdzić jak rywal zareaguje na drugie trafienie. Nie zmienili taktyki, więc podjąłem decyzję, że ostatnich dziesięć minut to już koncentracja wyłącznie na defensywie. W samej końcówce Steinert mógł zdobyć kontaktowego gola, jednak prostopadłe podanie z głębi pola zdołał zamienić jedynie na strzał w słupek.

Zwycięstwo po heroicznym boju okupione zostało zawieszeniem za nadmiar „żółtek” Gandolfiego i Mosquery. Doliczając do tego fakt, że na zgrupowaniu reprezentacji Kostaryki wciąż zostawał Herrera, mieliśmy sytuację nie do pozazdroszczenia. Wymusiła ona na mnie odkurzenie Diaza - kolejnego gracza, który po sezonie miał opuścić nasze szeregi. Bardzo eksperymentalna była więc linia obrony - od prawej: Baez, Matellan, Toranzo (fantastycznie wkomponował się w drużynę, jednak nie miałem do niego jeszcze 100% zaufania) i Diaz - i wydawała mi się ona nieco licha patrząc przez pryzmat ofensywnej siły Boki. Na niedługo przed meczem rozległy się też plotki o rychłych ofertach dla Leguizamona i Gandolfiego ze strony innych klubów. Niech mi zawracają głowę nawet przy niedzielnym obiedzie, ale nie przed najważniejszym meczem sezonu! Smaczku spotkaniu nadawał także fakt, że obie drużyny potrzebowały trzech punktów, choć obie w nieco innych celach...

Również w tabeli obu sezonów sytuacja była bardzo ciekawa:

Boca chciało wskoczyć na drugie miejsce, zaś my walczyliśmy o to, by nie grać w barażach (17. i 18. lokata). Zapowiadało się piekielnie ciekawe widowisko. Calderon i Leguizamon zagrali w „marynarza” o to, który ma rozpocząć grę. Wypadło na Calde. Pierwszy gwizdek i zaczęliśmy. W końcu debiutu doczekał się Cominges, który obsadził lewe skrzydło. 4. minuta, szarża Orellany, podanie do Calderona na 14. metr, jedna kiwka, druga, strzał. Gol! Szał radości w obozie przyjezdnych! Cofamy się do obrony, ale nie przesadnie. W 16. minucie na noszach boisko musiał opuścić San Martin. Niech to szlag! Nie mieliśmy defensywnych pomocników na ławce, a tylko tacy mogli powstrzymać napór środkiem. Czekaliśmy na to, co pokażą gospodarze. Pierwszą składną akcję przeprowadzili dopiero w 40. minucie. Złe wybicie Bernacchii zapoczątkowało kontrę, którą zakończył Palermo strzałem obok ręki bezradnego bramkarza. Baez wściekał się, że napastnik Boki był na spalonym. Liniowy pokazał, że był w linii z obrońcami. Wolałem nie myśleć co zrobię, jeśli się mylił. Nic to, gramy dalej. Do przerwy wynik się nie zmienił. Wyjąłem z ucha słuchawkę, w której jeden z asystentów informował mnie o wynikach innych spotkań. Na początku drugich czterdziestu pięciu minut dwie szanse miał Cominges. Nieprawdopodobny gracz. Po dwóch treningach grał tak, jakby pracował z tymi ludźmi od lat! Przejęliśmy inicjatywę, ale brakowało wykończenia. Gospodarze swoje akcje kończyli zazwyczaj nieodpowiedzialnymi uderzeniami Riquelme z dystansu. W 72. minucie rzut wolny wykonywany przez Gallardo końcówkami palców na korner wybił bramkarz. Ten sam gracz chwilę później został brutalnie sfaulowany w środku pola. Sędzia nie pofatygował się nawet, by użyć gwizdka! Omar zadeklarował chęć pozostania na boisku. Wiedział, że nie mieliśmy kim go zmienić (Carrera i Andrizzi nie nadawali się do środka). Diaz nie popełniał rażących błędów na lewej stronie, choć kilka razy Battalgia zrobił z niego wiatrak. Któż by się spodziewał, że będziemy nawiązywali walkę z niekwestionowanym faworytem całych rozgrywek?! Najbardziej kontrowersyjna decyzja spotkania miała miejsce w 88. minucie. Po podaniu Comingesa w polu karnym przez trzech piłkarzy otoczony został Calderon. Wytworzył się mały kociołek, po chwili piłkę wybił obrońca Boki, zaś Calde... leżał w polu karnym gospodarzy trzymając się za kolano. Karny? Nie! Faul naszego napastnika! On także musiał opuścić boisko. Choć mógł grać, to jego miejsce ostatecznie zajął świeży Zapata. W 93. minucie szanse na gola miał po rzucie wolnym z 18 metrów Riquelme, jednak piłka odbiła się od muru, a pan Juan Pompei zakończył niesamowite spotkanie.

Inne rozstrzygnięcia były dla nas dość korzystne, pozwoliły nam bowiem na awans na 14. pozycję w ostatecznym rozrachunku.

Niestety w Clausurze już lokaty nie poprawiliśmy.

Zastanawiacie się pewnie, w jaki sposób Tigre spadło od razu do Primera B, a na przykład Gimnasia gra w barażach? Ja także jeszcze nie pojąłem sposobu ustalania spadków i awansów (np. w drugiej lidze, która liczy dwadzieścia drużyn, ekipa zajmująca 11. miejsce na koniec sezonu grała w barażach o utrzymanie). Wiem tylko, że jest to związane ze średnią punktów w ciągu trzech sezonów, co swoją drogą jest niezmiernie niesprawiedliwe i krzywdzące. Bo przecież drużynie, która rok temu awansowała zlicza się średnią tylko z jednego sezonu, a innym aż z trzech, co może dać ogromną różnicę.

Przyszedł więc czas na podsumowanie i przedstawienie kadr. Miałem ogromną nadzieję na włączenie się do walki o najwyższe laury. Jednak już pierwsze kolejki zweryfikowały rzeczywistość. Zabrakło argumentów w ofensywie i przede wszystkim w awaryjnych sytuacjach nie było gracza, który wziąłby ciężar gry na siebie i na którym cały zespół mógłby polegać, bo Calderonowi nie zawsze to wychodziło. Przyznaję się do kilku błędów, bo ich także się nie ustrzegłem, jednak po ostatnich meczach powiało nieco optymizmem. W przyszłym sezonie już nie będę mógł zrzucić wszystkiego na karb braku doświadczenia w nowej lidze.

Bernacchia w końcówce sezonu pokazał, że warto na niego stawiać. Szkoda że tak późno. Assmann już coś smęcił, że zespół grał poniżej możliwości i może jak dalej będzie robił takie smuty, to się z nami pożegna. Wśród juniorów Ivancich i długo nic.

Bywało, że nie mieliśmy kim grać w obronie i trzeba było sięgać do rezerw, więc dobrze że przychodzą trzej nowi obrońcy. Możliwe odejście Matellana lub Gandolfiego, na 99% nie obu. Wśród defensorów nie zawiódł tylko Baez i Toranzo, który i tak grał więcej niż się spodziewałem. Pod koniec budził się także Herrera, ale wyjazd na reprezentację przerwał tą pobudkę. Reszta mogła i powinna była spisywać się dużo lepiej.

Gallardo to gracz klasowy. San Martin próbował mu dorównać, ale umiejętności i motywacja nie te, w końcu był tylko wypożyczony. Z młodego Orellany będą ludzie.

Z tych graczy tylko Carrera i Andrizzi grywali w pierwszym składzie i spisywali się przyzwoicie. Ten drugi jednak chce odejść. Ode mnie nie usłyszy sprzeciwu. Będący dotychczas na wypożyczeniu Martinez będzie się bił o pierwszy skład z nowymi piłkarzami. Jest niezły.

Kontuzje Kmeta odebrały mu spory kawał sezonu. Ostatnie mecze w wykonaniu Orellany (lepiej grał w pomocy, więc klasyfikuję go jako pomocnika) były po prostu świetne, więc chyba zostanie na przyszły sezon, zgrał się z zespołem. Zapata poniżej oczekiwań, ale w końcówce sezonu dostawał coraz mniej szans. Comingesa postrzegam jako ogromne wzmocnienie, niekoniecznie w środku, co udowodnił w meczu z Boca Juniors. Gomez miewał lepsze i gorsze momenty, z przewagą tych drugich, ale to młody chłopak. Villar już jedną nogą we Frankfurcie. Wśród juniorów nie widzę potencjału na tej pozycji.

Calderon. Na tym mogę skończyć wyliczanie. Kompletnie nie miał wsparcia od pozostałych snajperów, poza kilkoma przebłyskami Biaginiego. Leguizamon - fatalnie.

Na koniec znów zestawienie moich osobistych „plusów i minusów”.

Odkrycie sezonu: Carlos Baez. Jego gole z rzutów rożnych dały nam kilka ważnych punktów. Ponadto pewnie grał w środku obrony, jako jedyny z tej formacji na swoim poziomie.

Zawód sezonu: cała obrona + Orellana. Niestety, po raz kolejny muszę to powtórzyć - obrońcy notorycznie zawodzili. Orellana mimo lepszej gry na finiszu rozgrywek pozostawił mały niesmak. Może gdybym nie wyłożył na niego 1,5 mln zł, to byłoby mi lżej?

Piłkarz sezonu: Jose Luis Calderon. Jeden z niewielu zawodników, których chciała w tym roku oglądać garstka kibiców na Estadio J. H. Grondona. Całe szczęście, że podpisał nowy kontrakt. Wielki piłkarz.

Transfer sezonu: Juan Cominges. Może to dość pochopna decyzja, bo zagrał tylko raz, ale po tym co zobaczyłem w meczu z Boca Juniors na usta cisną mi się same pochwały. Oby tak dalej!

Jakie cele na najbliższą Aperturę? Może nie będę mówił za wiele, żeby nie zapeszyć, tak jak stało się to przy okazji minionego sezonu. Wiem tylko, że drugi raz na tak poniżającą postawę zespołu pozwolić sobie nie mogę. Okres przygotowawczy rozpoczyna się już za 30 dni. Przez ten czas w głowie musi dojrzeć mi kilka pomysłów na grę, a do klubu przyjdą nowi piłkarze. Czy okażą wzmocnieniami dla drużyny, czy tylko obciążeniami dla klubowej kasy? Tego póki co nie wie nikt. Do zobaczenia za miesiąc!


Słowa kluczowe: 

Komentarze (0)

Możliwość komentowania tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Nie masz konta? Zarejestruj się.

Drogi Rewolucjonisto, prosimy o przestrzeganie regulaminu i zapoznanie się z FAQ

Reklama

Najnowsze artykuły

Zobacz także

Wyszukiwarka

Reklama

Szukaj nas w sieci

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2026 by FM Revolution