Artykuły
- Boli mnie coś między nogami! Trzeba operować! Ratunku! - darł się wniebogłosy Grzegorz Drwal.
- Nie mazgaj - pouczał go trener - tu się przytnie, tu się utnie, będziesz nadal brylował w polu karnym.
- Ale trenerze, czy ja nie będę niższy?
- Nic się nie bój, Drwalu, wszystko się ułoży, to ci nie zaszkodzi.
- Ale trenerze, coś mnie boli o tu. Nie, nie, tu wyżej...
- Spokojnie, Drwalu, to tylko korniki.
- Korniki? A co one tu robią?
- Wgryzają się w drewno.
- A skąd to drewno, trener, co ty kombinujesz?
- Sęk w tym, że nie wiem. Wydaje się, że cierpisz na niespotykany do tej pory syndrom topoli.
Drwal zakłopotany podrapał się w głowę, aż wióry się posypały.
- Chodzi o to - kontynuował trener - że..., o siostro, dobrze, że siostra przyszła, proszę tylko spojrzeć!
- Nie widzę tu nic niezwykłego - stwierdziła siostra - to przejdzie.
- Przejdzie, na innych moich zawodników - żachnął się trener i przysiadł na oknie. Szybkim ruchem ręki odgoniłz parapetu dzięcioła, który od kilkunastu minut przyglądał się pacjentowi.
Po operacji Rasialdinho wrócił do swojego mieszkania, a następnie skierował się w stronę klubu Derby Kąty. Drwal obserwował jak grupka dzieciaków rozgrywała mecz młodzieżowy z lokalnym rywalem. Po spędzeniu dnia na krzątaniu się i odpoczywaniu wrócił do domu i włączył telewizję. Czy to był pech, ale przelatując po kanałach spotykał jedynie programy "Las, płuca Ziemi", "Stolarka dla początkujących" i "Pinokio". Wyłączył szybko telewizor i przeszedł się na taras. Tam czekał go kolejny koszmar... zamiast basenu z wodą zauważył basen wypełniony wiórami. Przerażony uciekł do sypialni. Tam również zaznał spokoju - wszystko nagle stało się drewniane... szafa, stolik, kołdra, zegar - wszystko z pięknego mahoniu, dębu czy olchy. Stanął jak wryty gdy zauważył, że nie może się poruszać - z jego nóg wyrosły grube korzenie... jego palce pokryły się liśćmi, kora zasłoniła całe ciało...
Obudził się, zlany zimnym potem w łóżku szpitalnym. Nie było trenera, nie było jego mieszkania, nikt z nim nie rozmawiał. Nie było żadnej siostry, dzieci grających w piłkę ani dzięcioła.
- Co za ulga... - westchnął Drwal. Schował się głęboko pod kołdrę. Gdy tak spał w najlepsze, przyszła w odwiedziny pielęgniarka, ale gdy tylko otworzyła drzwi, od razu je zamknęła. Pod łóżkiem leżała masa suchych liści. Koło szafy kołatała się jeszcze ledwo opadła szyszka... A miało być tak pięknie...
- Nie mazgaj - pouczał go trener - tu się przytnie, tu się utnie, będziesz nadal brylował w polu karnym.
- Ale trenerze, czy ja nie będę niższy?
- Nic się nie bój, Drwalu, wszystko się ułoży, to ci nie zaszkodzi.
- Ale trenerze, coś mnie boli o tu. Nie, nie, tu wyżej...
- Spokojnie, Drwalu, to tylko korniki.
- Korniki? A co one tu robią?
- Wgryzają się w drewno.
- A skąd to drewno, trener, co ty kombinujesz?
- Sęk w tym, że nie wiem. Wydaje się, że cierpisz na niespotykany do tej pory syndrom topoli.
Drwal zakłopotany podrapał się w głowę, aż wióry się posypały.
- Chodzi o to - kontynuował trener - że..., o siostro, dobrze, że siostra przyszła, proszę tylko spojrzeć!
- Nie widzę tu nic niezwykłego - stwierdziła siostra - to przejdzie.
- Przejdzie, na innych moich zawodników - żachnął się trener i przysiadł na oknie. Szybkim ruchem ręki odgoniłz parapetu dzięcioła, który od kilkunastu minut przyglądał się pacjentowi.
Po operacji Rasialdinho wrócił do swojego mieszkania, a następnie skierował się w stronę klubu Derby Kąty. Drwal obserwował jak grupka dzieciaków rozgrywała mecz młodzieżowy z lokalnym rywalem. Po spędzeniu dnia na krzątaniu się i odpoczywaniu wrócił do domu i włączył telewizję. Czy to był pech, ale przelatując po kanałach spotykał jedynie programy "Las, płuca Ziemi", "Stolarka dla początkujących" i "Pinokio". Wyłączył szybko telewizor i przeszedł się na taras. Tam czekał go kolejny koszmar... zamiast basenu z wodą zauważył basen wypełniony wiórami. Przerażony uciekł do sypialni. Tam również zaznał spokoju - wszystko nagle stało się drewniane... szafa, stolik, kołdra, zegar - wszystko z pięknego mahoniu, dębu czy olchy. Stanął jak wryty gdy zauważył, że nie może się poruszać - z jego nóg wyrosły grube korzenie... jego palce pokryły się liśćmi, kora zasłoniła całe ciało...Obudził się, zlany zimnym potem w łóżku szpitalnym. Nie było trenera, nie było jego mieszkania, nikt z nim nie rozmawiał. Nie było żadnej siostry, dzieci grających w piłkę ani dzięcioła.
- Co za ulga... - westchnął Drwal. Schował się głęboko pod kołdrę. Gdy tak spał w najlepsze, przyszła w odwiedziny pielęgniarka, ale gdy tylko otworzyła drzwi, od razu je zamknęła. Pod łóżkiem leżała masa suchych liści. Koło szafy kołatała się jeszcze ledwo opadła szyszka... A miało być tak pięknie...
Reklama:
- Dodaj do:
- Wykop.pl
- Gwar.pl
- Digg.com
- del.icio.us
Komentarze internatuów
Informacje o tekście
Najnowsze teksty
Czerwone Róże - część 6
28-06-2008 20:32, autor: demrenfaris
Football Manager w sieci
27-06-2008 00:45, autor: Pucek
Przystanek dziewiąty - skrzyżowanie bezkolizyjne
25-06-2008 21:33, autor: M8_PL
Przystanek na żądanie - obrona wartości
18-06-2008 19:24, autor: M8_PL
Przystanek siódmy - nadzieja umiera ostatnia
04-06-2008 13:50, autor: M8_PL
Czerwone Róże - część 5
30-05-2008 01:47, autor: demrenfaris
autor: 
Wszystkich komentarzy: 6
Weź udział w dyskusji - zobacz pełne komentarze