Informacje personalne

Przygoda El Polaco w kraju Benelux'u
Hamoir
Derde Klasse
Belgia, sezon 2007/08
Ten manifest użytkownika Leeon przeczytało już 296 czytelników!
Łącznie swój komentarz zostawiło 6 z nich.
- Pokaż notki z kategorii:
- Manager (1)
- Scena (0)
- Publicystyka (0)
- Pozostałe (0)
Informacje personalne
Belgijska czekolada czyli czy polski manager poradzi sobie w Belgii?-Prolog
21-08-2008 16:25, autor: LeeonMarzenia… Czym są marzenia? Czy warto do nich dąrzyć? Czy warto rzucić wszystko, postawić wszystko na jedną kartę i ruszyć ku nieznanemu by dokonać samorealizacji?
Przepraszam, gdzie moje maniery, wciskam wam jakieś pierdołya nawet się nie przedstawiłem… Nazywam się Karol Plewka… Cóż mogę o sobie jeszcze powiedzieć… Mam 30 lat i zawsze miałem wiele marzeń. W wieku przedszkolnym ciałem być policjantem, potem piosenkarzem a następnie, co pewnie nikogo nie dziwi-piłkarzem. Tak, pamiętam to jak dziś-siedziałem przed telewizorem i marzyłem by grać tak jak bohaterowie zza szklanego ekranu.Niestety widocznie nie było mi dane zostać profesjonalnym zawodnikiem. Może na podwórku prezentowałem jakiś poziom, ale nie oszukujmy się-większych szans na sportową karierę nie miałem. Mimo niepowodzeń moja fascynacja piłką nie zmalała.Jednak zawsze czułem ten niedosyt… Niedosyt że nie mogę być taki jak oni-jak moi herosi… Że nie mogę brać udziału w tych pięknych piłkarskich spektaklach…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mimo mojej pasji i poświęcaniu wielu godzin futbolowi zawszeuczyłem się całkiem nieźle. Udało mi się dostać do najlepszego liceum w mieście i wydawać by się mogło że czeka mnie świetlana przyszłość! Mój ojciec już obsadzał mnie na stanowisko to bankowca, ekonomisty czy maklera giełdowego.Mówiąc szczerze jakoś specjalnie się tym nie przejmowałem-w końcu nawet do końca nie wiedziałem czym bym w takiej pracy bym się zajmował. Pod koniec drugiej klasy, zdaję się że tydzień przed zakończeniem roku szkolnego jeden z moich szkolnych kolegów, który zbierał „Komputer Świat” postanowił pokazać minową grę. Podobno była ona inna niż wszystkie i w takie coś na pewno jeszcze nie grałem. A to cudo zwało się „Liga Polska Manager”. Zgadł-nigdy w życiu z czymś takim się jeszcze nie zetknąłem , ale za pewne nigdy by nie przypuszczał,że poprzez pożyczenie mi krążka z grą diametralnie odmienił moje życie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rodzina nigdy nie pogodziła się że nie studiowałem ekonomii…Nigdy nie potrafiła zrozumieć mojej decyzji. Przecież świetnie zdałem maturę!Nigdy nie zapomnę jak mówili że właśnie marnuję sobie życie, że potem może już nie być odwrotu, że może marnuję życiową szansę.
Może-odpowiadałem
Ale wiem, że jeśli tego nie zrobię, będę tego żałować do końca życia, że kiedyś siedząc w tej nudnej pracy za biurkiem będę pytać się dlaczego nie zaryzykowałem, dlaczego nie poszedłem w stronę marzeń? …
Tak tak moi drodzy-postanowiłem rozpocząć swoją edukację w SzkoleTrenerów PZPN w AWF Warszawa. W końcu chciałem, aby moje dziecięce marzenia się spełniły, abym w końcu mógł zostać uczestnikiem, bohaterem, herosem boiskowych spektaklów. Może nie w sposób jaki sobie wyobrażałem, ale nie miałem wątpliwości, że to jednak szczyt moich marzeń. Nie mogłem się już doczekać wielkich bojów naCamp Nou, Emirates Stadium czy Anfield Rode… Niestety wiedziałem, że czekają mnie steki godzin nauki-wiedziałem że żeby coś osiągnąć licencję Uefa B i A nie wystarczą, potrzebny mi był świstek papieru z napisem „Uefa PRO” Największym problemem było czesne, opłaty za wynajęcie mieszkania i zagwarantowania sobie godnego życia w Warszawie. Widocznie praca w pobliskim MC
Donald’zie musiała wystarczyć…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Udało się… Dnia 30 Maja 2006r. byłem jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Tegoż właśnie dnia stałem się pełnoprawnym trenerem. Niestety kilka dni później rzeczywistość okazała się brutalna. W Polskiej piłce nie było miejsca dla młodych i niedoświadczonych jak ja. Wiedziałem że znalezienie zajęcia z wynagrodzeniem powyżej średniej krajowej graniczyło z cudem. Najgorszy był wzrok najbliższych mówiący „ A nie mówiłem!?” Nie mając innej perspektywy zostałem trenerem U-12 w klubie mojego z miasta –Olimpii Elbląg.
Mimo iż nie o tym marzyłem bardzo miło wspominam tamten czas. Chłopcy którymi się zajmowałem byli naprawdę wspaniałymi dzieciakami. Właśnie wtedy przypominałem sobie siebie i próbowałem zrobić wszystko aby im udało się to o czym ja tak naprawdę marzyłem… O karierze piłkarza.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po pół roku postanowiłem zrezygnować z mojej dotychczasowej posady. Mimo iż pracowało mi się tam świetnie to głodowe zarobki nie pozwoliły mi zostać tam na dłużej. Wiedząc że w Polsce taki manager jak ja nie ma przyszłości postanowiłem wyruszyć za granicę.
Wymyśliłem Belgię.
Na początku było nie wesoło. Mimo iż „stolica Unii Europejskiej” wydawała mi się naprawdę wspaniałym miastem tutaj także nie mogłem znaleźć posady.Podczas pierwszych siedmiu dni dostałem tylko jedną ofertę – trenera kondycyjnego w jednym z klubów z okręgówki. Godność mi na to nie pozwoliła.
Po 10 dniach gdy środki finansowe były na wyczerpaniu i powrót do Polski był wydawałoby się nieunikniony wydarzył się cud. Dostałem posadę-i to nie byle jaką! Miałem być asystentem w II ligowym klubie - Tubizie. Pierwszym trenerem został Jan Van Vortenen
- z pochodzenia Holender, będący moim rówieśnikiem. Zastanawiało mnie w jaki sposób w wieku 30lat dostał posadę szkoleniowca zespołu z zaplecza ekstraklasy. Widocznie Holenderska szkoła faktycznie jest aż tak ceniona w świecie, a szczególnie wpobliskiej Belgii. Zespół po rundzie jesiennej zajmował dobrą 8 lokatę w lidzea naszym celem było je utrzymać
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie tek spodziewałem się ostatniego pół roku mojego życia - poł roku jako asystenta jakiegoś Holendra. Spodziewałem się, że wiele się od niego nauczę, że skoro zdobył tą posadę to coś sobą prezentuje-niestety myliłem się. Powiem więcej-nie dorastał mi do pięt! Zdarzało się że to ja musiałem wyznaczać pierwszą 11, ponieważ on nie miał o tym pojęcia! Tubize zajęło 15 miejsce w lidze i uniknęło baraży tylko i wyłącznie dzięki większej liczbie strzelonych bramek. Po tak słabej rundzie oczywistością było że pierwszy trener Tubize stracił posadę! Czułem swoją szansę, że to właśnie ja zatopię nieudolnego Holendra. Nadzieje wzrosły gdy zostałem poproszony do gabinetu prezesa. Po drodze cieszyłem się jak dziecko-niestety nie było z czego. Okazało się że podzieliłem los Jan Van’a i także postanowiono się mnie pozbyć… Zdruzgotany po paru dniach spędzonych nad kieliszkiem postanowiłem poszukać nowej posady.Ruszyłem do Hamoir-
wioski zamieszkałej przez niespełna 3,5 tysiąca mieszkańców leżącej na południu Belgi. To właśnie tam posada managera trzecio-ligowej drużyny była wolna.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czekanie na wyniku konkursu przeprowadzanego przez zarząd klubu wydawały mi się wiecznością. Kłębek myśli w mojej głowie wciąż nie dawał mi spokoju.„Minęły już dwa dni-czy oni na pewno oddzwonią”, „Przecież rozmowa kwalifikacyjna poszła mi naprawdę dobrze!”. Jednak w Sobotę wieczorem, dnia 30 czerwca otrzymałem telefon którego oczekiwałem
„Witam, tu Nicola Finocchio - prezes klubu Hamoir. Gratuluje został pan managerem pierwszego zespołu!
- Dodaj do:
- Wykop.pl
- Gwar.pl
- Digg.com
- del.icio.us
Komentarze internatuów
Rewolucjonista
Ostatnie blogi użytkownika
| pon | wto | śro | czw | pią | sob | nie |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | |||||
| 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |
| 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 |
| 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 |
| 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 |


Wszystkich komentarzy: 6
Weź udział w dyskusji - zobacz pełne komentarze