@ 111esede - dzięki za "soczystą" odpowiedź. Komentuję:
1. To prawda, że w trakcie meczu Kompała z Weselskim zmieniali się pozycjami, ale nie miało to wpływu na krycie przez Sztylkę ponieważ ustawiłem mu ścisłe krycie 1 na 1 nie napastnika, ale bezpośrednio właśnie Kompałę, więc podążał on za nim bez względu na jego zmiany pozycji. Dopiero po straconej bramce zmieniłem mu krycie z Kompały na "napastnika" i stąd późniejsza konieczność reagowania na zmiany stron przez rywali. Przyznaję jednak, że niezbyt precyzyjnie wyjaśniłem to w moim tekście i stąd pewnie nieporozumienie.
2. Masz absolutną rację co do reakcji silnika meczowego na kontuzję Szostaka. Ja to w trakcie meczu oczywiście zauważyłem, ale nie przewidziałem dobrze wynikających z tego zmian taktyki, więc nie umiałem tego wykorzystać. Dzięki za pomoc!
3. Podejrzewam, że chodzi tu o wyższość "ludzkiego" managera nad komputerowym. Każdy z nas natychmiast by zdjął Szostaka i dokonał zmian w ustawieniu, natomiast silnik meczowy jak się domyślam porównuje współczynniki dostępnych zawodników i wybiera tych najlepszych - stąd pewnie zostawił Szostaka na boisku, bo rzeczywiście rezerwowi byli znacznie gorsi. Z drugiej strony sam miałem już kilkakrotnie okazję widzieć jak zawodnik z kondycją na poziomie 40-50% jest strzelcem bądź asystentem osiągając dobre noty za mecz - więc ten kij też ma dwa końce.
4. Oczywiście, że Sztylka nie ponosi żadnej winy za utraconą bramkę! Po pierwsze, takie dostał polecenie ode mnie, więc gnał do Kompały zgodnie z zaleceniami. Po drugie, przeciwnicy nie wykorzystali powstałej w ten sposób luki, ale mogli... stąd ten przykład umieściłem. Po trzecie wreszcie, ten strzał nie musiał się skończyć golem, bo sytuacja nie była wystarczająco klarowna, nie mówiąc o "stuprocentowości". Stracona bramka nie jest więc wynikiem mojego błędu, a raczej okolicznością towarzyszącą, co nie wpływa na "pouczającość" tej sytuacji i stąd jej przytoczenie w artykule.
Serdeczne dzięki za Twoje cenne uwagi. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś CI się będzie tak nudziło. :-)